Postanowiliśmy go odwiedzić i podzielić się z Wami naszymi spostrzeżeniami oraz przybliżyć historię tego miejsca.
Zapraszamy w olenderską wyprawę do Skansenu Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim, który przedstawia zabudowę dawnych osad olenderskich wraz z wyposażeniem.
Pewnie nie wszyscy wiedzą kto to byli Olendrzy. Nam ta nazwa skojarzyła się z Holendrami. Okazało się, że byliśmy blisko, gdyż przybyli oni z Niderlandów, Fryzji i Flandrii. Osiedlali się wzdłuż Wisły od XVI do XIX wieku.
Do Wiączemina Polskiego przybyli w połowie XVIII wieku i tam na brzegu Wisły założyli osadę.
Skansen nie ma aż tak dużej powierzchni jak na przykład ten w Sierpcu, ale urzekła nas czystość, wręcz sterylność tego miejsca. Zaraz na wstępie przywitała nas przemiła pani przewodnik i zaczęła oprowadzać po każdej chacie, ciekawie opowiadać o każdej nawet najmniejszej rzeczy znajdującej się na terenie osady.
Ważna informacja !!! Skansen jest bezpłatny 👍😀
Na terenie zobaczyliśmy przykłady architektury olenderskiej, poznaliśmy tajniki wyrobu przepysznych powideł z buraków cukrowych wyrabianych w tutejszej Powidlarni, służącej także do suszenia owoców i wędzenia. Powidlarnia zbudowana jest z oryginalnej sygnowanej sannickiej cegły.
Bardzo chcieliśmy spróbować takich powideł, niestety nie można ich było zakupić na ten moment. Podobno bywają dostępne przy okazji odbywających się tam imprez.
W takich beczkach, które są tylko i wyłącznie w tym skansenie, nigdzie indziej ich nie znajdziecie, transportowano gotowy towar czyli suszone owoce przeznaczone na handel.
Na zdjęciu poniżej znajduje się suszarnia owoców 🍎🍒🍓
Skansen powstał na terenie, na którym znajdował się już wcześniej kościół poewangelicki murowany z 1935 roku, szkoła z 1901 roku oraz cmentarz z zachowanymi pochówkami z II połowy XIX wieku. Pozostała część zabudowań została przeniesiona z pobliskich miejscowości zamieszkiwanych przez Olendrów.
Kościół zbudowano na 3,5 metrowym wzniesieniu chroniącym przed powodziami. Początkowo służył ewangelikom, a po wojnie należał do wyznawców kościoła rzymsko-katolickiego. Przez dłuższy czas był opuszczonym budynkiem i od 2013 roku należy do Muzeum Mazowieckiego.
Tuż obok kościoła znajduje się szkoła, powrót do szkolnych lat z pewnością w wielu z nas wywoła uśmiech i powrócą wspomnienia🏫👦👧🎓
Warto wspomnieć przy okazji prezentowanych zdjęć, że obie nazwy miejscowości czyli Wiączemin i Wionczemin są poprawne 😊
Szkoła została zlikwidowana w 1975 roku, a uczniowie z Wiączemina zaczęli uczęszczać do szkoły w Świniarach.
Od razu przy wejściu do skansenu można zobaczyć dawny cmentarz ewangelicki. Robi wrażenie 😲
A teraz przejdziemy do chat z bogatym wnętrzem i niezwykłą olenderską pomysłowością 😀😃😃
Ogrodzenia wszystkich zagród wykonane są z wierzby.
Podziwialiśmy jednobudynkową chatę typu langhoff, czyli część mieszkalna połączona ze stodołą i oborą, przeniesioną z miejscowości Kępa Karolińska.
Kolejna chata pochodzi z miejscowości Białobrzegi. Była również połączona z oborą, a dodatkowo w zagrodzie znajdowała się stodoła i powidlarnia.
Wnętrza chat były niezwykle barwne, przeważał kolor niebieski, który miał za zadanie odstraszać robactwo.
Krzesła miały siedziska z wikliny, niezwykle popularnej u Olendrów.
Ciekawostką jest tapeta z 1914 roku, która znajdowała się w domu typu langhoff. Została znaleziona pod wieloma warstwami innych tapet. Odklejone fragmenty ze ściany trafiły do pracowni konserwatorskiej, tam został odtworzony wzór i obecnie można ją podziwiać w jednej z chat na ścianach izby koło kuchni.
Nowym nabytkiem skansenu jest młynek do kawy ☕
A takie łodzie służyły do przemieszczania się mieszkańców osady.
Widoczny na pierwszym planie wiklinowy kosz służył do łowienia ryb 🐟🐟🐟 a ten drugi za nim do transportu.
Charakterystycznym krajobrazem wioski olenderskiej była duża ilość wierzb. Posadzone rzędami na łąkach i polach wzdłuż rowów melioracyjnych służyły do wysuszania terenu.
Pewnie zastanawiacie się co się stało z Olendrami. Okazuje się, że w XIX wieku większość z nich wyjechała z Polski dalej na wschód, by tam meliorować ziemię Rosji. Do dziś mieszkają w okolicach Irkucka mówiąc olenderskim dialektem sprzed dwustu lat, a modląc się po polsku 🙏
Podsumowując, skansen warto odwiedzić i na własne oczy zobaczyć olenderski świat, poznać tę precyzję, pomysłowość i zaradność osadników żyjących w zgodzie z naturą. My przebywając tam naprawdę cofnęliśmy się w czasie. Ciekawe opowieści pani przewodnik znacznie rozjaśniły i ukazały nam tamten świat. Skansen jest dostępny dla wszystkich. Jego okolice stanowią doskonałą bazę wypadową dla miłośników jednośladów 🚴🚴☺, a sprzyja ku temu fakt, że znajduje się on na terenie Nadwiślańskiego Obszaru Krajobrazu Chronionego graniczącego z obszarem Natura 2000.
Z pewnością tam wrócimy ... tym razem rowerowo 🚴😊
Fascynująca opowieść, tym bardziej że moja mama też pochodziła z Olenderów, tak wieść rodzinna niesie choć dokumenty zostały na Wołyniu. Wnętrze kościoła surowe, myślę że sprzyja modlitwie, nie rozpraszając bogactwem. Cmentarz robi wrażenie, pomniki trochę inne od naszych. Budynek szkoły niczym się nie różni od chaty. Tapeta odkryta i odarta z tylu warstw a jaka elegancka , stylowa. Kolorowe, niebieskie sprzęty domowe - ileż mają w sobie wesołości i energii. Rozczuliło mnie absolutnie że ci ,,nasi,, Olendrzy w Rosji gdzieś daleko modlą się po polsku. Specjalnie się nie wybiorę, ale będąc przy okazji w tamtych stronach odwiedzę na pewno ten skansen. Dziękuję wam za powiew normalności w tych czasach no cóż, ciężkich.
OdpowiedzUsuńPoetko kochana strasznie nam miło czytać Takie komentarze. Staramy się Was zachęcić do podróży, a w obecnych czasach trochę oderwać od zmartwień i trosk. Pozdrawiamy cieplutko 😘❤🤗
OdpowiedzUsuńPiekne miejsce tak blisko, cieszę się napewno odwiedzę��
OdpowiedzUsuńNapewno warto się tam wybrać. Fajnie, że Ci się podoba Iwonko.Pozdrawiamy gorąco i zachęcamy do śledzenia naszego bloga, bo ciekawe miejsca są w zasięgu ręki ☺😍❤
Usuń